środa, 24 maja 2017

Song of Blades and Heroes - krótka gra

Wczoraj miałem możliwość rozegrania krótkiej partii w Song of Blades and Heroes. Gra wydana przez Ganesha Games jest wielokrotnie nagradzaną uniwersalną mechaniką do gier w klimatach fantasy. Gra jest prosta i intuicyjna, nie wymaga też dużych nakładów materiałowych (stół 90x90cm, kilka figurek na stronę).

Ponieważ dla mojego przeciwnika było to pierwsze podejście do tej gry postanowiliśmy ograniczyć zasady specjalne i wymogi scenariusza do minimum. Na przeciwko siebie stanęły drużyna awanturników (typowa grupa śmiałków - mag, ciężkozbrojny krasnolud, dwóch ludzi wojowników i niziołek złodziej) oraz banda nieumarłych (trzy szkielety, ghoul i wilczy szkielet).

Trupki raźno ruszyły do przodu próbują dopaść jakąś ofiarę. Dość szybko doszło do zwarcia w którym poległ niziołek zaszlachtowany przez dwa szkielety. Chwilę później mag również padł martwy. Awanturnicy okrzepli po pierwszych stratach i nie długo potem pierwszy szkielet rozsypał się w pył.

Po pewnym czasie do tłumu walczących udało się dobiec martwemu wilkowi, który szybkim skokiem rozszarpał gardło jednemu z ludzkich wojowników. Odpowiedź żywych była natychmiastowa i już w kolejnej turze szkieletowy wilk ponownie był martwy.

Od tego momentu walka lekko zwolniła. Co prawda po dłuższej chwili trupom udał się zabić drugiego człowieka, lecz ostatni żywy - krasnolud - stawiał odpór nieumarłym. Systematycznie tura po turze powalał na ziemię ghoula i pozostałe dwa szkielety, samemu nie dając się zranić. Koniec końców epicki bój zakończył się wysłaniem w zaświaty walczących umarlaków, a dzielny krasnoludzki wojownik pozostał ostatnim żywym na placu boju.

Gra mogła skończyć się szybciej gdybyśmy testowali morale drużyn, jednak bez tego starcie okazało się dość widowiskowe.

Song of Blades and Heroes jest przyjemną odskocznią od innych gier, które goszczą w naszym klubie i na pewno będziemy do niej co jakiś czas wracać.

Poniżej kilka zdjęć z rozgrywki:






piątek, 19 maja 2017

FrostCrew - uczeń czarodzieja Albert Kapsner

Witam

Dzisiaj kolejna historia przedstawiająca drugą najważniejszą postać w grach Frostgrave czyli uczeń maga. Zapraszam do krótkiej lektury.


            Albert Kapsner urodził się w Stanlow, niewielkim miasteczku leżącym na wschód od Felstad, miejsca które z czasem otrzymało miano Mroźnego Miasta. Rodzice Alberta byli uczciwie pracującymi ludźmi, ojciec był rzeźnikiem, matka szwaczką. Stanlow nie było miejscem ważnym na mapie świata, w którym krzyżowały się główne szlaki handlowe, nie miało dostępu do morza, góry znajdowały się dużo dalej na wschód, a jedyna rzeka płynąca niedaleko miasteczka była zbyt mała i nieistotna aby wykorzystać ją do handlu rzecznego. Młody Albert po ukończeniu szkoły zaczął pracę u swego ojca. To właśnie podczas pracy w zakładzie Albert zainteresował się  anatomią. Obserwując od małego pracę ojca, a w końcu samemu uczestnicząc w uboju i skórowaniu dostarczanych zwierząt zaczął fascynować się budową żywych organizmów i przeznaczeniem poszczególnych organów. Z biegiem czasu bez problemu nauczył się zadawać szybką śmierć zwierzętom i sprawnie posługiwać się rzeźnickim nożem. Często po pracy spędzał czas w miejscowej bibliotece, która pomimo tego, że nie była zaopatrzona tak dobrze jak te z większych miast to oferowała podstawowe woluminy i księgi poświęcone anatomii, budowie ciała oraz medycynie. Ojciec Alberta widząc, że jego syn coraz więcej czasu spędzał na czytaniu książek aniżeli w zakładzie udzielił synowi pozwolenia na zapisanie się do szkoły w Holmfirth mając nadzieję, że Albert wyuczy się do zawodu lekarza. Losy chłopaka miały jednak potoczyć się zupełnie inaczej…
                   Po dotarciu do Holmfirth i zapisaniu się do szkoły medycznej Albert musiał znaleźć pracę, aby móc opłacić czynsz za wynajmowane mieszkanie. Zupełnie przypadkowo trafił na dom pogrzebowy kiedy to zgubił drogę z pobliskiej biblioteki i skręcił w nie tę uliczkę. Widząc wiszące ogłoszenie zatrzymał się i zastanowił przez chwilę. Anatomia i tajemnice ludzkiego ciała pociągały go coraz bardziej, a gdzie indziej jak nie w domu pogrzebowym miałby okazję uczestniczyć w przygotowaniu ciał umarłych do pochówku. Widząc nadarzającą się okazję od razu wszedł do środka oferując swoje usługi w ramach pomocnika. W ten oto sposób został zatrudniony. Przez kolejne tygodnie zaraz po zakończeniu zajęć pędził do pracy uczestnicząc w przygotowaniach do pogrzebów. Balsamowanie ciał, poznawanie urządzeń i metod posługiwania się nimi, obserwowanie zwyczajów i obrządków stało się normą dla Alberta. Z każdym nowym zleceniem poznawał zakamarki ludzkiego ciała coraz dokładniej. Z każdego dnia pracy robił notatki rysując oraz opisując to co robił, a po powrocie do domu porównywał swoje obserwacje z wiadomościami zapisanymi w książkach medycznych ze szkoły. Wtedy też właśnie w głowie Alberta zaczęła kiełkować myśl co by było, gdy móc ożywiać ciało umarłego zamiast chować je do grobu. Podczas kilku zajęć nieśmiało wypytywał nauczycieli o to zagadnienie jednak żaden z nich nie potrafił czy też nie chciał udzielić wyczerpujących informacji. Kilkoro z nich odesłało nawet młodego Kapsnera do wydziału teologii aby tam mógł zapytać kapłanów o to samo zagadnienie. W owym czasie nikt nie zwrócił uwagi na to, w jakim kierunku zaczął podążać Albert Kapsner.
                     Pewnego razu, kiedy to chłopak przebywał w bibliotece, w jego ręce trafiła rozprawa kapłana boga śmierci na temat ożywiania umarłych. Pośród wielu mocno teologicznych i czysto religijnych tez kapłan nawoływał do pozostawienia umarłych w wiecznym śnie, jednak zwracał uwagę również na to, że szkoły magii, które z religią miały niewiele wspólnego mogły w jawny sposób naruszać wieczny spokój i przerywać podróż duszy człowieka do siedziby boga śmierci.  Właśnie od tego momentu Albert zaczął poświęcać więcej uwagi magii i jej wykorzystaniu w swojej pracy. Zaciekawiony tezami przedstawionymi w książce zapisał się na wykłady magów dla młodych adeptów chcących po ukończeniu uczelni zapisać się do Collegium Magicum na pobliskim uniwersytecie i z zaciekawieniem wsłuchiwał się w praktyczne wykorzystanie magii. Niedługo potem zupełnie przypadkowo w jego ręce wpadła księga poświęcona alchemii. Pośród tekstu Albert znalazł rozdział poświęcony tworzeniu golemów i ożywianiu ich za pomocą prostych zaklęć. Kolejne kilka tygodni młody Kapsner poświęcał na studiowanie wykorzystania alchemii do ożywiania martwych przedmiotów i tworzenia z nich golemów. Pewnego wieczoru z ogromną radością stwierdził, że drewniana lalka anatomiczna, którą uczniowie wykorzystywali podczas zajęć z anatomii zaczęła się delikatnie poruszać kiedy to Albert zainkanotwał proste, przykładowe zaklęcie znajdujące się na stronach księgi. Nie spodziewając się takiego sukcesu szybko przerwał jego działanie i odłożył księgę na półkę. Tej nocy długo nie mógł zasnąć…
                    Podczas kolejnych miesięcy Kapsner animował kolejne golemy. Drewniane, metalowe, gliniane. Wszystkie próby zakończyły się sukcesami co upewniało tylko Alberta w tym co robi. Pewnego razu próbując wyciągnąć spod szafy upuszczone pióro trafił na szkielet myszy. Nie namyślając się długo położył go przed sobą składając najlepiej jak umiał i połączył małe kości gliną. Po skończonej pracy po raz kolejny zainkantował znane sobie zaklęcie i z nieukrywaną radością stwierdził, że szkielet myszy podniósł się z blatu biurka i zaczął poruszać się niemrawo po powierzchni. Nieco niezgrabnie z minuty na minutę resztki gryzonia nabierały wprawy w ruchu. W pewnej chwili szkielet zeskoczył na ziemię i gubiąc jedną łapę uciekł pod szafę skąd został wydobyty. W głowie chłopaka zaczęła kiełkować myśl. A co gdyby spróbować ożywić ludzki szkielet, ale zamiast gliny wiążącej kości potraktować ciało niczym spoiwo? Z tą myślą Kapsner położył się spać. W ciągu kolejnych dni Albert zastanawiał się nad stworzeniem golema z ludzkiego ciała i jak miałby tego dokonać. Próba ożywienia zwłok w zakładzie pogrzebowym odpadała. Właściciel mógł w każdej chwili sprawdzić jak Albert radzi sobie z pracą i na pewno nie byłby zadowolony widząc co ten wyczynia. Szkoła wraz z dostarczonymi ciałami do badań również odpadała z oczywistych względów. W pewnej chwili chłopaki wpadła do głowy jedyna możliwość: cmentarz. Tego dnia Albert z niecierpliwością wyczekiwał zakończenia pracy, po czym szybko wrócił do domu aby przygotować się do nocnego wypadu na miejską nekropolię. Grubo po północy opuścił mieszkanie i z ukrytą pod długim płaszczem łopatą cicho przemykał wśród cieni w kierunku cmentarza. O tej godzinie na ulicach było niewielu mieszkańców. Po dotarciu na miejsce chłopak skrył się za niewielkim murkiem obserwując okolicę. Z naprzeciwka nadchodziły tylko dwie osoby. Pech chciał, że skierowały się one do wejścia na cmentarz. Albert już miał zrezygnować ze swego planu kiedy coś przykuło jego uwagę. Jedna z postaci, które weszły na teren nekropolii zaczęła inkantować. Kapsner był tego pewien. Delikatne ruchy rękami, ledwo słyszalne zwrotki zaklęcia i nagle druga z postaci upadła tuż obok świeżo rozkopanego grobu. Albert dokładnie widział, że ciało było już częściowo rozłożone. Szybko połączył wskazówki. Słyszał o zakazanej magii nekromancji, ale nigdy nie spodziewał się, że będzie świadkiem jej zastosowania. Skupiając się ponownie na pierwszej z postaci dostrzegł jak mężczyzna w średnim wieku zdjął płaszcz z kapturem z leżącego na ziemi ciała i uśmiechając się pod nosem ruszył w kierunku wyjścia. Albert postanowił śledzić nieznajomego nie wiedząc, że wkrótce ich ścieżki miały się skrzyżować…

*     *     *

Oto krótka historia Alberta Kapsnera. Podobnie jak w przypadku maga figurka to dedykowana miniaturka z blistra startowego. Pomalowałem go również praktycznie identycznie jak na zdjęciu z blisterka ponieważ malowanie firmowe bardzo mi się podoba. Czyste i schludne. Poniżej kilka fotek mojej miniaturki:







Na dzisiaj to tyle
Pozdrawiam
Thomas

środa, 17 maja 2017

Food Market Basing Kit (HQ Resin)

Wszedłem ostatnio w posiadanie ciekawego zestawu żywicznych elementów wzbogacających makiety produkcji polskiej firmy HQ Resin. Zestaw nazywa się Food Market Basing Kit i zawiera 16 elementów z jasnoszarej żywicy. Całość dostajemy zapakowaną w woreczek strunowy z tekturową etykietą.


Zestaw składa się z wozu (koła musimy dokleić), trzech drewnianych skrzynek (z owocami, rybami i pieczywem), czterech koszy (dwa okrągłe i dwa prostokątne), dwóch beczek oraz czterech drewnianych pojemników na wodę (dwa wiadra, misa i baryłka).


Drewniane skrzynki mają wymiar 2x2 cm i pasują do wozu. Wszystkie elementy są odlane w dobrej jakości, nie zauważyłem niedolewek czy pęcherzyków powietrza, natomiast nadlewki są małe i proste do usunięcia.


Zestaw można kupić za 70 zł na stronie dystrybutora - w sklepie hexy-shop.com. Czy jest ona warty swojej ceny każdy musi ocenić sam, jednak na pewno trzeba przyznać, że elementy te są bardzo uniwersalne i będa dobrze prezentować się na stole.

poniedziałek, 15 maja 2017

Blacha falista.... zawsze taka sama...


Witam serdecznie!

Każdy gracz figurkowy zawsze stoi przed dylematem dotyczącym budynków i terenu: albo koncentrować się na konkretnej lokacji, mieście, bitwie, albo tworzyć elementy na tyle uniwersalne, że z powodzeniem użyjemy ich w różnych systemach, okresach historycznych i skalach. Pomijając tak oczywiste elementy jak drzewa, drogi, płoty skupmy się na budynkach. Te można podzielić na cztery grupy (no może tylko ja je tak dzielę): żelbetowe, murowane, drewniane i tymczasowe. Te ostatnie są typowymi prowizorkami zbudowanymi ze śmieci, nie pasujących do siebie kawałków, części pojazdów i połączone w sposób co najmniej nietrwały. 
Ostatnio najwięcej grałem w Force on Force w klimatach Irak/Afganistan i TNT, które prawdopodobnie się rozgości u nas troszkę bardziej. A budowle pasujące do wszystkiego powyższego to...


... szopy z blachy falistej. Powyższe zdjęcie może być zarówno z Afryki, Bliskiego Wschodu, południowoamerykańskiej faweli, albo z planu Mad Maxa. Zatem postanowiłem wykonać kilka szopek, a materiał do tego nadający się to tektura falista.


Materiał tak powszechny, że ominę jego występowanie i gdzie go zdobyć. Szopy będą miały obrys kwadratowy plan o boku 7cm i spadzisty dach, wysoka ściana 5cm, a niska 3,5cm. Wejście to wyśrodkowana skala pomiędzy figurkami 28mm i 20mm, czyli 2,5cm na 1,5cm.



W tym momencie pozbywam się jednej ze ścianek. W tym celu nawilżam jedną stronę wodą, a gdy tektura rozmięka, wtedy ostrożnie ją odklejam.



I nadchodzi klejenie. Wcześniej kleiłem szopy wikolem, ale ostatnio zakupiłem klejownicę i uważam ją za absolutnie obowiązkową przy takich zabawach kartonem. Klej wiąże szybko, nie rozmacza kartonu i dodatkowo wzmacnia konstrukcję. 


Przyszedł czas na dach. W tym celu używam innego kartonu, a mianowicie arkusza kupionego w sklepie dla artystów. Ma on błyszczącą jedną stronę, mniejsze karby i nadaje się świetnie także do mniejszych łatek na ścianach i dachach.


Dach wycinam z lekkim zakładem i kleję obficie polewając od wewnątrz. To wzmacnia konstrukcję i eliminuje konieczność wklejania od środka np. wykałaczki aby dach nam się nie zapadł. Dodatkowo możemy nakleić kilka łatek co nadaje naszej szopie charakteru.




Malowanie to już inna przygoda, mam wrażenie, że nie można źle pomalować szopy z blachy falistej, bo zwykle są one odrapane, z przebiciami, pochlapane, zardzewiałe, wyblakłe... Im gorzej je pomalujecie tym lepiej. Osobiście radzę wychodzić z czarnego podkładu i zużyć kiepską farbę, np plakatową, albo mniej solidną markę np. Pactra. 


Do następnego!


piątek, 12 maja 2017

FrostCrew - Gragan The Reaper

Witam serdecznie

  Począwszy od tego posta mam zamiar prezentować figurki śmiałków do mojej grupy do gry Frostgrave. Oprócz śmiałków pojawią się z całą pewnością również figurki potworów i znaczniki wszelakiego rodzaju oraz zapewne niewielkie elementy terenowe, aczkolwiek figurki będą głównym tematem.

Na pierwszy ogień idzie sam czarodziej, a jest nim nekromanta - Gragan Stentz zwany również Graganem Siewcą. Oto jego historia.


                   Gragan Stentz pochodzi z miasta Holmfirth leżącego na południe od Felstad. Jak wielu sobie podobnych zainteresował się mroczną sztuką ożywiania umarłych jeszcze za czasów swojej nauki w Collegium Magicum, Uniwersytetu Magii Stosowanej. Z natury samotnik często przesiadywał w uniwersyteckich bibliotekach przeglądając zalegające tam tomiszcza wypełnione po brzegi informacjami o naturze magii. Pewnego razu natrafił na tom opisujący rozważania teologiczne mnichów boga śmierci, a stąd był już tylko krok w kierunku nekromancji. Uparty w dążeniu do celu Grogan przeczesywał rozległe archiwa uniwersytetu aż w końcu w jego ręce wpadła księga spisana ręką na wpół oszalałego czarodzieja, który nawoływał wręcz w swoich tezach do świadomego i powszechnego wykorzystywania nieumarłych jako taniej siły roboczej, a nawet jako żołnierzy cesarskich. To, że ów czarodziej niedługo potem został pojmany przez inkwizycję i po krótkim procesie spalony na stosie nie miało większego znaczenia dla Grogana. Ten już zdecydował się jaką ścieżką zamierza podążać. Początkowo pomału i z ostrożnością wczytywał się w pierwsze księgi zawierające na razie tylko wzmianki o naturze magii śmierci czy też nekromancji jak nazywana była inaczej ta mroczna wiedza. Z każdym jednak akapitem, rozdziałem, woluminem Gragan zagłębiał się w magię śmierci aż w końcu nadszedł przełom. Początkowo niechętny i nieufny postanowił wypróbować to czego nauczył się w ciągu miesięcy samotnego studiowania mrocznych ksiąg. Podobnie jak u innych mrocznych magów, jego pierwszym celem był martwy szczur. Gragan zabezpieczył się jak mógł wyrysowując tajemne kręgi i rzucając zaklęcia ochronne jednak kiedy tylko poczuł cząstkę mrocznej potęgi wszystko to poszło w zapomnienie. Prawie że z rozkoszą obserwował jak truchło gryzonia zaczyna poruszać się, a jego ogon wić jak tylko zakończył inkantowanie krótkiego zaklęcia. W tym właśnie momencie Gragan przekroczył punkt bez odwrotu... 
                 Będąc w dalszym ciągu studentem uniwersytetu uczęszczał na wszelkie zajęcia związane z magią z kilku powodów. Po pierwsze chciał poznać tajniki oraz słabe i mocne strony pozostałych szkół magii, po drugie przez swoją obecność na zajęciach i wykładach zapewniał sobie alibi przed kolegami i starszyzną uczelni. Z miesiąca na miesiąc wyszukiwał kolejne księgi poruszające mroczną wiedzę i studiujował je dokładnie. Wiedząc, że szczęście może mu przestać sprzyjać postanowił bardziej ukryć swoje nekromanckie hobby. Pewnego wieczoru w podrzędnej karczmie spił i okradł szczura tunelowego, podziemnego wojownika specjalizującego się w oczyszczaniu kanałów. Celem kradzieży była mapa tunelów i ścieków pod miastem. Gragan wyszukał najdalej położone i najmniej poznane miejsce i w niewielkim pomieszczeniu założył swoje pierwsze laboratorium. Używając magii iluzji prostym acz skutecznym zaklęciem ukrył drzwi do pomieszczenia przed wścibskimi oczami. W końcu nadszedł moment, w którym Gragan znudził się ożywianiem szczurów, kruków czy innych małych zwierząt. Nadszedł czas na większe wyzwanie. Wybór padł na martwego goblina, na którego Gragan natknął się w kanałach. Nie wiedział czy goblin padł ofiarą kanalarzy czy też umarł z przyczyn naturalnych i w sumie niewiele go to obchodziło. Zawlekł truchło zielonoskórego do swojego laboratorium i zaczął odprawiać mroczny rytuał. Kilka godzin później z małego pomieszczenia dało się słyszeć pisk zmieszany z dziwnym syczeniem i rzężeniem. Oto przed młodym nekromantą stał jego pierwszy twór. Obity i posiniaczony goblin w dziwnym magicznym rytmie kołysał się przed magiem spoglądając na niego przez przesłonięte mleczną zaćmą oczy. Po kilku minutach goblin próbował rzucić się na Gragana, ale ten przytomnie szybko zainkantował zaklęcie obronne i ożywiony goblin uciekł w ciemne kanały. Lekko przestraszony, ale i podekscytowany Gragan wiedział już, w którym kierunku potoczy się dalsza nauka i szkolenie. Zrozumiał jednak, że nadszedł czas wyboru...
                Tak oto nekromancja stała się jego głównym zajęciem. Młody czarodziej przestawał uczęszczać na coraz więcej zajęć, stał się celem uwag i plotek aż w końcu wykładowcy zaczęli zastanawiać się co się z nim dzieje. Wtedy właśnie postanowił zrezygnować ze studiów tym bardziej, że uniwersytet nie mógł mu zaoferować nic więcej. Czytając praktycznie wszelkie dostępne dla studentów księgi poznał mroczną wiedzę na tyle na ile mógł. Wtedy również postanowił przenieść się poza mury miasta. Podzamcze i okoliczne wioski zapewniły mu to co potrzebował – anonimowość i eksponaty do jego dalszych badań. Za ostatnie pieniądze nabył niewielki dom z okazałą piwnicą stojący na uboczu i tam założył swoje kolejne laboratorium przygotowując je jednak znacznie lepiej. Pamiętając przygodę z ożywionym goblinem zaopatrzył się w klatkę zamykaną na klucz, wielki dębowy stół oraz niezbędne przyrządy magiczne. Tak oto stał się panem własnego losu. Gragan często wybywał na samotne wędrówki po okolicznych lasach w miejsca odbytych tam potyczek. W końcu natrafił na miejsce, gdzie pod cienką warstwą gruntu znajdowały się pozostałości po stoczonej walce. Szkielety orków i ludzi, zakute jeszcze w nie do końca pordzewiałe i sparciałe pancerze były doskonałym materiałem badawczym. Nekromanta zebrał któregoś razu kompletny szkielet dawno umarłego wojownika i przyniósł go w worku do swojego laboratorium. Resztę nocy zajęło mu układanie szczątków w szkielet człowieka. Po krótkim odpoczynku postanowił w końcu ożywić kości. Kilkugodzinny rytuał zakończył się pełnym sukcesem. Po ostatnich słowach inkantacji kości zaczęły poruszać się, a magicznie związany ze sobą szkielet najpierw usiadł na stole, a następnie stanął przed mrocznym magiem. Tym razem nekromanta był jednak przygotowany i kolejnym zaklęciem związał szkielet posługą i nakazał mu wejście do przygotowanej wcześniej klatki. Szczątki wojownika posłusznie wykonały polecenie i podczas kolejnych nocy służyły magowi za cel eksperymentów. Gragan wielokrotnie rozwiązywał zaklęcie i na nowo przywoływał szkielet do ponownego życia. Testował posłuszność i polecenia, a raz odważył się nawet zostawić otwartą klatkę w celu przetestowania zaklęcia wiążącego, co zakończyło się pełnym sukcesem. Zadowolony z siebie po raz ostatni rozwiązał zaklęcie, a czaszkę szkieletu jako pamiątkę położył na półce obok magicznych ksiąg.
                 Po kilkutygodniowej przerwie Gragan postanowił ożywić coś więcej niż worek wysuszonych kości. Nadszedł czas na świeże ciało. Zakradłszy się na cmentarz obserwował pochówek młodego mężczyzny, który zmarł kilka dni wcześniej na jakąś chorobę i tej samej nocy postanowił działać. Wykopał ciało, załadował je na podstawiony wóz po czym przetransportował do swojego domu. Jeszcze tej samej nocy mury piwnicy rozbrzmiały tajemną inkantacją. I tym razem czar zakończył się pełnym sukcesem. Niczego nie świadome zwłoki usiadły na brzegu stołu wpatrując się w nekromantę. Początkowo Gragan miał wrażenie, że powstały zombie ma jakieś resztki świadomości zmarłego mężczyzny jednak dziki syk i ryczenie jakie wydobyło się z martwego gardła skutecznie upewniło maga, że tak nie jest. Proste polecenia i rozkbie wykonywał bez jakiejkolwiek opieszałości, co w pewnym momencie zaczęło nawet bawić nekromantę. Gragan postanowił, że opuści bezpieczne mury laboratorium i wraz z zombie, które przyodział w stary płaszcz z kapturem udał się z powrotem na cmentarz. Ponieważ wszystko szło po jego myśli postanowił nie ryzykować dłużej i rozwiązał zaklęcie zostawiając umarlaka przy jego rozkopanym grobie. Zaśmiał się sam do siebie na myśl o znalezieniu umarlaka na powierzchni ziemi przez jego bliskich, chociaż przez ułamek sekundy przez jego głowę przeleciało pytanie czy faktycznie dobrze zrobił pozostawiając ciało na widoku. Myśl ta szybko została zastąpiona zadowoleniem z udanego czaru i pospiesznym krokiem mag ruszył w z powrotem. Powróciwszy do swojego laboratorium z uśmiechem na twarzy zabrał się za sprzątanie komnaty po niedawnym rytuale. Gragan nie wiedział jednak, że jego tajemnica została odkryta. Wkrótce miał się o tym dowiedzieć co miało mieć wpływ na jego przyszłość…
 

    Oto krótka historia Gragana Stentza. Sama figurka to model dedykowany do Frostgrave'a i pomalowany praktycznie identycznie jak ten z etykiety blistra. Nie próbowałem nic tutaj cudować i udoskonalać ponieważ malowanie firmowe bardzo przypadło mi do gustu. Jest zarazem mroczne i zróżnicowane na tyle, że jest na co popatrzeć.







   Kolejny bohater będzie opisany w moim kolejnym poście. Dajcie znać w komentarzach jak przypadła wam do gustu mini historia postaci. Czy jest za długa, za krótka itd. Zwykłych wojaków mam zamiar opisywać nieco krócej, ale ponieważ mag we Frostgrave jest najważniejszy poświęciłem mu więcej czasu i uwagi. Nie mówię, że nie będę rozwijał jego historii, a wręcz przeciwnie. Jakieś krótkie opowiadanko czy historyjka fajnie uzupełnią jego CV. W zamierzeniu mamy zamiar z chłopakami stworzyć historie swoich bohaterów do Frostgrave i grać nimi tylko podczas naszych wspólnych spotkań. Mam nadzieję, że pomysł wypali i podobne rozwiązanie zastosujemy do TNT, do którego nota bene też mam zamiar opisać bohaterów.

Na dzisiaj to tyle.
Pozdrawiam
Thomas

środa, 10 maja 2017

Pyrkon 2017

W ostatni weekend kwietnia spotkaliśmy się w Poznaniu na Festiwalu Fantastyki Pyrkon 2017 by pograć i rozejrzeć się na samych targach. Co do samego Pyrkonu to przez trzy dni trwania imprezy przez teren poznańskich targów przewinęło się mnóstwo osób. Prócz typowo konwentowych punktów programu jak prelekcje czy pokazy, była też spora część handlowa. Na kilku stoiskach można było nabyć w przystępnych cenach towar przydatny w naszym figurkowym hobby. Zaopatrzeni w nowe modele i elementy terenu udaliśmy się do hali w której znajdował się blog gier bitewnych i niestety dość mocno się zawiedliśmy. Tegoroczna część figurkowa Pyrkonu sprowadzała się do kilku turniejów i pokazów dosłownie paru gier. Trochę zmarnowany potencjał jak na imprezę o przeszło czterdziestotysięcznej publice i sporych możliwościach lokalowych. Zabrakło również corocznego konkursu malarskiego (albo na niego nie trafiliśmy), który cieszył oko gablotami z ładnie pomalowanymi figurkami.

Niezrażeni brakami festiwalu udaliśmy się w kierunku lokalu gdzie mieliśmy przygotowaną miejscówkę do grania. Cały weekend spędziliśmy pod znakiem gry This is not a Test (TNT), w którą to grę udało nam się rozegrać kilka potyczek. Dodatkowo w sobotę rozłożyliśmy drugi stół na którym zagościła najnowsza gra produkcji Games Workshop czyli Shadow War: Armageddon. Dla Thomasa i Wookusha był to pierwszy (i mam nadzieję nie ostatni) kontakt z tą grą.

Poniżej trochę zdjęć z trzydniowego spotkania w Poznaniu: