środa, 5 lipca 2017

FrostCrew - kusznik Wilhelm

Witam serdecznie

Dzisiaj kolejny najemnik z bandy Gragna Siewcy, a mianowicie kusznik Wilhelm. To ostatni z tria, które przedstawiłem w poprzednich wpisach. Na początek jak zwykle zapraszam do lektury krótkiej historii:

 Hi 
Today another mercenary from Gragan the Reaper band, crossbowman Wilhelm. Below short history (in polish only), and after that few photos of my figure. Enjoy :) 

                     Wilhelm podobnie jak jego dwaj towarzysze jest weteranem. Chociaż urodził się wiele wiosen temu jest jednak wciąż pełen wigoru i ma doskonałe oko. Dlatego tez właśnie zaciągając się do armii imperialnej został skierowany do kompanii strzeleckiej. W latach swojej młodości Wilhelm często chodził polować do lasu razem ze swoim ojcem. Od razu zauważył, że strzelanie do ruchomego celu przychodziło mu znacznie łatwiej niż innym; doskonale potrafił przewidzieć gdzie będzie zwierzyna jeszcze zanim ta pojawiła się przed jego oczami, potrafił ocenić odległość i szybkość ofiary. Rzadko zdarzało się, że wracając z polowania w jego torbach było pusto. Wtedy też upodobał sobie kuszę, broń znacznie cięższą, ale skuteczniejszą. Wilhelm często powiadał, że woli strzelić raz, ale porządnie. I tak też właśnie robił. Prawdopodobnie jego życie nie różniłoby się wiele od życia jego przyjaciół z rodzinnej wioski, gdyby nie tragiczne wydarzenie podczas jednego z polowań. Mianowicie podczas jednej z eskapad wraz z ojcem, tuż po upolowaniu młodego jelenia jego ojciec został zaatakowany przez grupę zwierzoludzi. Mutanci całkowicie zaskoczyli ojca Wilhelma gdy ten poszedł po upolowaną zwierzynę. Wilhelm w milczeniu przyglądał się jak jego ojciec walczy o swoje życie podczas ataku zwierzoludzi. Wiedział, że nie zdąży przeładować broni tyle razy ilu było przeciwników. Zanim pomyślał co ma zrobić było już po wszystkim. Ciało jego ojca zalegało na leśnym runie, a rechot mutantów którzy go zabili i zabrali jelenia jeszcze przez jakiś czas docierał do uszu młodego chłopaka. Wilhelm ze łzami w oczach podniósł ciało ojca po czym wrócił do wioski. Tuż po jego pogrzebie postanowił opuścić rodzinne sioło i zaciągnąć się do armii imperatora. Następnego dnia zbierając swój dobytek wyruszył w drogę.
                         Po dotarciu do miejskich koszar i zapisaniu się do armii został zakwaterowany w barakach dla przyszłych strzelców. Szybko zdał sobie sprawę, że większość jego nowych kompanów miała nieprzeciętne umiejętności strzeleckie. Chociaż konkurencja była wysoka Wilhelm należał do czołówki w swojej kompanii strzeleckiej. Lata polowań i treningów w wiosce przyniosły rezultaty. Potrafił na ponad sto metrów trafić w sam środek tarczy strzeleckiej, a trafianie do celów ruchomych przychodziło mu z zadziwiającą łatowścią. Jego instruktorzy nie mogli wyjść z podziwu i wróżyli mu szybką karierę w kręgach strzeleckich. Zaproponowali mu również dołączenie do elitarnej jednostki strzelców wyborowych. Ta niewielka jednostka posługiwała się mocniejszą wersją kuszy stosowanej przez oddziały kuszników i była lepiej wyposażona. Wilhelm długo myślał nad dołączeniem do strzelców wyborowych. Z jednej strony nie chciał opuszczać kompanów z którymi zdążył się już lepiej poznać po kilku miesiącach szkolenia, przyzwyczaił się również do swojej broni poznając jej wady i zalety na wylot. Z drugiej strony elitarna jednostka imperialnych strzelców wyborowych to nie było byle co. Począwszy od większego żołdu, przez lepsze i nowsze uzbrojenie, a na towarzystwie dziewek kończąc dawało do myślenia. Postanowił jednak zostać wierny kompanom i przełożonym, a także swojej broni i pozostał w oddziałach kuszników.
                          Czas szkolenia, wiecznych treningów i musztry dobiegł wreszcie końca. Wilhelm wraz z innymi kusznikami nie cieszyli się jednak zbyt długim spokojem gdyż niedługo potem nadszedł rozkaz szybkiego zgrupowania i wymarszu. Jak dowiedział się od sierżanta, który był ich bezpośrednim przełożonym, wielka armia zwierzoludzi nadciągała od strony lasów zagrażając okolicznym miasteczkom i wsiom. Szybko lecz sprawnie przeprowadzone zgrupowanie wojska imperatora wkrótce opuściło miejskie koszary i oddziały wszelakiej maści czym prędzej pomaszerowały w kierunku, z którego nadciągała wroga siła. W miarę zbliżania się do pola bitwy już z oddali dało się słyszeć zawodzenie i ryki ogromnej ilości zwierzoludzi. Prawie natychmiast w głowie Wilhelma pojawiła się scena śmierci jego ojca. Doskonale pamiętał całą sytuację, która teraz powróciła z całą siłą wbijając się w umysł mężczyzny. Wilhelm ocknął się po chwili zadumy stwierdzając, iż ma spocone dłonie. Z gniewem i odrazą spojrzał w kierunku pierwszych mutantów wyłaniających się zza ściany lasu i obiecał sobie, że zabije ich tylu zdoła nawet kosztem swojego życia.
                     Walka potoczyła się całkiem szybko. Jego kompania została skierowana na lewą flankę nieco na przód aby jak najefektowniej razić przeciwników ostrzałem. Kusznicy z racji wystrzeliwania pocisków po płaskim torze lotu musieli być umieszczeni na przodzie, aby skutecznie wykorzystywać swoje oręże. Kompania Wilhelma zajmując wyznaczone przez sierżanta miejsce szybko rozwinęła swoje szyki w szeroką dwuszeregową niemalże tyralierę po czym rozpoczęła ostrzał. Podczas gdy pierwszy rząd kuszników przymierzał się do strzału i wypuszczał bełty, drugi rząd w tym samym czasie ładował swoje kusze. Wszystko szło sprawnie, a Wilhelm zdołał zabić przynajmniej siedmiu zwierzoludzi, gdy nagle większa grupa mutantów odłączyła się od głównej walki i w dzikim pędzie ruszyła na kompanię kuszników. Widząc nadciągające kłopoty sierżant wydał odpowiednie rozkazy do odwrotu i przegrupowania się licząc, że piechota imperialna przyjdzie im z pomocą. Tak też się stało jednak dowodzący armią generał zbyt późno został poinformowany o pułapce w jaką wpadła kompania kusznicza. Wysłane na pomoc oddziały piechoty rozgromiły zwierzoludzi, którzy dopadli już pierwszych kuszników zadając im straszliwe straty. Niestety strzelcy nie byli zbyt sprawni w walce wręcz i wielu z nich padło ofiarą mutantów. Wilhelm jako jeden z nielicznych zdołał umknąć przed dzikim atakiem i teraz wraz z ocalałymi kompanami wracał na miejsce skąd dalej prowadzili skuteczny ostrzał przetrzebionej teraz armii zwierzoludzi.
                           Wkrótce walka dobiegła końca, a szybko pierzchający mutanci niknęli pomiędzy drzewami lasu, z którego wyszli. Zmęczony częstym przeładowywaniem kuszy i ciężko oddychający teraz Wilhelm rozejrzał się po pobojowisku. Nie tak wyobrażał sobie walkę i rozpościerający się teraz przed nim widok śmierci z całym impetem uderzył w mężczyznę. W głębi duszy kusznik cieszył się, że posłał do piachu co najmniej dwudziestu mutantów. Wraz z innymi ruszył teraz w kierunku pobojowiska by po chwili dotrzeć do miejsca gdzie na początku walki stała jego kompania. Pośród zabitych Wilhelm dostrzegł swojego sierżanta. Stary strzelec leżał teraz na mokrej od krwi trawie wciąż dzierżąc swoją broń. Z ogromnej rany na szyi zadanej zapewne szponami sączyła się resztka krwi. Wilhelm uklęknął przy ciele sierżanta w milczeniu odmawiając krótką modlitwę za dzielnego żołnierza. Po chwili mężczyzna podniósł wzrok wyżej dostrzegając po swojej prawej stronie stojącego samotnie piechociarza, który przyglądał się i jemu. Nieco dalej od niego stał kolejny maruder, tym razem halabardnik, który najwyraźniej jak pozostali zdumiony był intensywnością walki i tym, że jeszcze żyje. Cała trójka wymieniła spojrzenia, w których zawarte było zarówno zadowolenie z przeżycia jak i zrozumienie stratą kompanów.
                     Tego samego wieczoru podczas pospiesznie przygotowanego obozu podczas wieczerzy Wilhelm poszukiwał miejsca do spokojnego zjedzenia posiłku. Przechodząc pomiędzy stołami przy, których siedzieli przechwalający się i lekko juz podpici żołnierze dostrzegł stół przy którym siedziało dwoje mężczyzn. Po podejściu bliżej Wilhelm dostrzegł, że byli nimi żołnierze widziani tuż po walce na polu bitwy. Halabardnik i piechociarz w milczeniu spojrzeli na niego kiedy ten dosiadł się do nich. Chociaż wszyscy wiedzieli, że przeżyli to samo nie wiedzieli jeszcze, że staną się bliskimi kompanami.Tego właśnie wieczoru Wilhelm poznał Rodericka i Percy'ego.
                            Kilka lat później stojąc wraz ze swoimi przyjaciółmi w cieniu słupa ogłoszeniowego Wilhelm poprawiał swieżo nabyty ekwipunek. Stara dobra kusza spoczywała w jego rękach, a nowa zbroja idealnie leżała na ciele. Po chwili mężczyzna zerknął na ogłoszenie trzymane i czytane teraz przez Percy'ego. Dość enigmatycznie napisana notka mówiła o chęci zatrudnienia ochroniarzy podczas wędrówki do Mroźnego Miasta, Felstad. Na samym spodzie pergaminu Wilhelm dostrzegł imię i nazwisko jej autora. Był nim Herr Albert Kapsner...

 Figurka to standardowy multipart z boxa Frostgrave Soldiers więc nie ma się tutaj nad czym rozwodzić. Skórzany pancerz, kusza, stalowy hełm i kołczan z bełtami na udzie, ot cała filozofia. Zapraszam do oglądania fotek oraz komentowania:

Figure itself is multipart from Frostgrave Soldiers box so there is nothing special about it. Leather armor, crossbow, stell helmet and quiver for bolts and thats it.  Ejnoy few photos and leave any comments if you like:







Na dzisiaj to tyle
Pozdrawiam
Thomas

6 komentarzy:

  1. Ten kusznik mi się kojarzy z żołnierzami ze starego Robin hooda z Michaelem Praed. Tam był niezły klimat, tak jak tutaj przy tym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak przeglądałem wpis, to przyszedł mi pomysł na raport z potyczki w formie fotokomiksu o przygodach awanturników. Jak w starym "Bravo"!

    OdpowiedzUsuń
  3. Podziękował za komentarze. Na raport w formie komiksu to mam pomysł do gry walking dead all out war. Tylko muszę zombie domalować 😀

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie się również podoba. I szacunek za historyjkę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdjęcia malutkie ale widać piękność figurki!

    OdpowiedzUsuń